Z kart historii szkoły

                    

              Historia szkoły, to również część historii społeczności, w której ona działa i dla której wypełnia swą służebną rolę. Dlatego też pisanie jej, jak każdej historii,  jest niezwykle trudne, zwłaszcza, że nie zawsze zgodna bywa z myśleniem wszystkich. Ilu bowiem ludzi, tyle spojrzeń i opinii, a każdy chciałby, aby jego wypowiedź była najbardziej słuszna. Dlatego też każda historia, aby nie stała się legendą, musi być oparta na faktach. Nie zapisane fakty idą w niepamięć. A prawda jest tylko jedna. Stąd troską każdego Dyrektora winno być spisywanie tego, co najbardziej istotne w życiu placówki, która obok niesienia szeroko rozumianej oświaty kształtuje ludzi i środowiska, w których rozwija swą działalność. Szkoła, to nie tylko nauczanie dzieci. To szeroko rozumiana integracja lokalnej społeczności w działaniu  na rzecz własnego rozwoju i najmłodszego pokolenia, które w  przyszłości ma nas zastąpić.

            Historia Szkoły Podstawowej w Filipowicach ma bardzo bogatą tradycję. Sięga czasów, kiedy Polska jako kraj nie istniała na mapie świata. Ówczesnej władzy wcale nie zależało na kształceniu społeczeństwa. I  w owych czasach to chyba było najważniejsze, że znalazło się kilku jej mieszkańców, którzy postanowili rozbudzić uśpiony duch miejscowego społeczeństwa, założyć szkołę i zmienić  los własnych dzieci. Nie było to łatwe. Zmiana wielowiekowych nawyków i przyzwyczajeń jest niezwykle trudna, a zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba jeszcze dołożyć się materialnie do istnienia czegoś, z czego nie ma się konkretnych korzyści. Trzeba było bowiem kilkunastu lat, aby od deklaracji i zobowiązań doszło do powstania szkoły. Oby więc ta szkoła trwała kolejny wiek tworząc cząstkę bogatych tradycji i historii polskiego narodu.

        26 października 1865 roku zebrali się  obywatele Gromady Filipowice i spisali  „Deklaracyje”, na mocy których miało dojść do założenia Szkoły Ludowej w Filipowicach. Byli to: Właściciel dóbr Filipowice J.W. Pan Piotr Heissek, J.W. Ks. Proboszcz Parafii Czchowskiej Antoni Kottass, Ks. Wincenty Kubasiewicz wikary Czchowski, plenipotenci Józef Porosło i Kazimierz Piechnik oraz inspektor CK Rady Szkolnej Okręgowej Wincenty Ossoliński.  Na mocy tych uzgodnień, najpóźniej do 1 lipca 1897 roku miała zostać zbudowana szkoła, przekazana do użytku i w dalszym czasie przez wieś  utrzymywana. Augustyn Kliś mieszkający wówczas pod numerem 24 w Filipowicach przekazał nieodpłatnie z własnego gospodarstwa ¾ morgi ziemi pod budowę szkoły.  W zamian za to przez 5 lat miał być zwolniony z opłat na utrzymanie szkoły i kosztów związanych z jej budową. Dziedzic Filipowic miał dać 40 sztuk drewna  budowlanego na postawienie szkoły oraz  dostarczać rocznie 4 sągi drewna opałowego na opalanie izby lekcyjnej i mieszkania nauczyciela. Gmina zobowiązała się również do opłaty nauczyciela w wysokości 120 złotych reńskich miesięcznie i dostarczenia rocznie dwóch sągów drewna opałowego na potrzeby szkoły, zapewnienia palenia w piecach i utrzymania bieżącego porządku i czystości w szkole. Prawo wyboru nauczyciela odstąpiła Gmina na rzecz Pana Heisseka, właściciela dóbr Filipowic z zachowaniem tego prawa przez następców dóbr filipowskich. Gmina również zobowiązała się aby co najmniej raz w tygodniu dowozić furmanką do szkoły księdza z Czchowa na nauczanie religii. Postanowiono także, aby „budynek szkolny wraz z gruntami płotem obwieść, szkółkę owocową prowadzić i jeden ul z pszczołami dla szkoły dostarczyć”.  „Na mocy powyższych deklaracji przyzwoliła Wysoka CK Komisya rozporządzeniem z dnia 30 grudnia 1865. doL.y 4896 istnienia szkoły ludowej w Filipowicach. – Za tę znakomitą dążność do podniesienia oświaty – oświadcza się gminie i włościaninowi Augustynowi Kliś wyższe uznanie – z tem poleceniem ażeby gmina najdalej do 1-go lipca 1867 roku szkołę zupełnie ukończyła. Z.  C.K. Urzędu powiatowego Wojnicz dnia 13 stycznia 1866 roku”.

Deklaracje to jedno, a rzeczywistość drugie. Tak również było z otwarciem Szkoły Ludowej w Filipowicach. Franciszek Ziętkiewicz, który od 1 września 1889 roku rozpoczął pracę w Filipowicach zastał kronikę szkoły pustą. Zapisane w niej były tylko „Deklaracyje”  i „Intymacyje”.  Dzięki jego kronikarskich zapisom zakończonych 22 lipca 1891 roku możemy szczegółowo dowiedzieć się o początkach filipowskiej oświaty. Jak się okazało deklaracje nie zostały dotrzymane. Otwarcie szkoły nastąpiło dopiero w 1878 roku tylko dzięki wielkiej życzliwości starszych w gminie dla szkoły.  Szkoda, że Pan Ziętkiewicz nie zapisał ich nazwisk. Wprawdzie później wspomina nazwisko Wójta Filipowic W. Kijowskiego i Sekretarza P. Ogórka, ale są to prawdopodobnie osoby już z czasów jego bytności w Filipowicach. Zamiast ¾ morgi ziemi zadeklarowanej przez Klisia okazało się, że jest tylko 634 sążni. Darowizna jakoś się skurczyła. Dziedzic oferowaną ilość drewna budowlanego dał, ale opałowego więcej niż dwa sągi dać nie chciał. Jeszcze przed przystąpieniem do budowy szkoły sprzedał majątek, a nowy właściciel Pan Szumski ani myślał wywiązywać się z jakichś tam „deklaracyi”. Pan Heissek zamieszkał w Krakowie i nawet sądowa interwencja na nic się zdała. Z tych 40 sztuk drewna postawiono 4 ściany i tak sobie stały do 1878 roku, raz schły, raz mokły w zależności od pogody. Z ogrodzenia szkoły też nic nie wyszło. Szkółkę drzew owocowych stanowiło parę dzików posadzonych obok szkoły.  Z ula z pszczołami pozostały jedynie przelatujące obok szkoły pszczoły z innych pasiek. W wakacje tegoż roku „przybył nauczyciel Pan Dybczak z żoną i niemowlęciem na posadę do Filipowic. Przybył do szkoły, a właściwie do czterech ścian, wystraszył parę wróbli i gacków” jak to zapisał Pan Ziętkiewicz, „siebie samego też, a ponieważ był to czas deszczowy skorzystał z gościnności karczmarza”. Starsi , którzy zebrali się by zadecydować, co począć,  uradzili, by nauczyciel jechał sobie skąd przybył. Oczywiście tenże udał się po nową posadę do władz szkolnych i przedstawił stan filipowskiej oświaty i szkoły. Skutek był taki, że C.K. Starostwo pod karą 15 złotych reńskich za każdy dzień zwłoki nakazało natychmiast dokończyć budowę szkoły. To dopiero odniosło pozytywny skutek i definitywny zwrot w budowie szkoły. Zebrano przy podatkach 170 złotych reńskich, 300 złotych reńskich uzyskano z bezzwrotnej zapomogi i całą tę kwotę przeznaczono na dokończenie budowy. Wstawiono okna, drzwi, wykończono pomieszczenia na klasę, kancelarię i mieszkanie dla nauczyciela.  Wykonano też ławki, zakupiono 2 obrazy i liczydło. Późną jesienią 1878 roku Szkoła Ludowa w Filipowicach rozpoczęła swoją działalność.

Pierwszym nauczycielem był Pan Mieczysław Kownacki, który pracował tylko jeden rok. Był dobrym nauczycielem jak wspominali go mieszkańcy, bo „cały lamentarz przeszedł z dziećmi za jeden rok”. Drugim nauczycielem był Pan Darowski, który również tylko przez rok pracował, ale faktycznie pozostawił po sobie miłe wspomnienia. Trzecim z kolei nauczycielem był Pan Szaper, który w Filipowicach przepracował trzy lata. Z zapisów kronikarskich wynika, że miał zatargi z dworem i gminą. Pewnie upominał się o zapisane w deklaracjach świadczenia, stąd różne o nim wygłaszano opinie. Czwartym nauczycielem był Pan Franciszek Nosek, który przybył z Ujścia Solnego. Był to człowiek  wielce uzdolniony ale w przeszłości bardzo doświadczony przez los i schorowany. W końcowej fazie swojej pracy nie był w stanie rzetelnie wypełniać swoich obowiązków nauczycielskich. Przepracował w Filipowicach 6 lat i po przejściu na emeryturę, po pół roku zmarł. Od 1 września 1889 roku do Filipowic przybył na zastępstwo Pan Franciszek Ziętkiewicz, za przebywającego w szpitalu w Czchowie Pana Franciszka Noska. Przez 5 miesięcy pracował bez pensji. Od lutego 1890 roku został nauczycielem szkoły na pensji. 12 kwietnia 1891 roku został przez C.K. Radę Szkolną Okręgową mianowany na stałe nauczycielem Szkoły Ludowej w Filipowicach. Otrzymał dekret po konkursie i tym samym znaczyło to stabilizację życia i pracy. Jak wspomina Pan Franciszek Ziętkiewicz, po objęciu posady w Filipowicach zrobił gruntowne rozeznanie odnośnie stanu oświaty wśród dzieci i młodzieży oraz dorosłych. Zaskoczeniem dla niego był fakt, że przed konkursem do którego przystąpił , opinię o jego pracy pisać musiał jeden z mieszkańców Jurkowa, bo nikt ze starszyzny w Filipowicach nie był piśmienny.  Na 70 przeszło dzieci zapisanych do szkoły zastał tylko 9-ciu umiejących pisać i znających litery, a wśród starszej młodzieży znalazł 7-miu źle czytających i kiepsko piszących. Szkoła wtedy istniała już od jedenastu lat. Z tej dziewiątki uczniów utworzył drugi oddział I klasy, a z pozostałych pierwszy oddział I klasy. W pierwszym i drugim roku swojej pracy przyjął kilku uczniów z sąsiednich Stróż za zezwoleniem C.K. Rady Szkolnej Okręgowej. Dzięki temu reperował skromny budżet szkoły, a uczniowie ci odznaczali się dużą pilnością i uzdolnieniami. Ojcowie tych uczniów płacili dobrowolne datki za ich nauczanie bardzo regularnie, co również w tamtych czasach nie pozostawało bez znaczenia. Pan Franciszek Ziętkiewicz, już jako stały nauczyciel, został radnym gminnym, a wiosną 1891 roku prawyborcą  do głosowania na posła do Rady Państwa. Dokonując wpisu do kroniki 22 lipca 1891 roku Pan Franciszek Ziętkiewicz wiedział już, że musi pożegnać Filipowice i na mocy służbowego przeniesienia przechodzi do pracy w Radzie Państwa. Na koniec zapisał: „…służbowo jestem przeniesiony z Filipowic bez nadziei powrotu. Lud, jeśli tylko nauczyciel umie i potrafi nim pokierować, jest bardzo przychylny i chętny szkole w czem przyznam się jest trochę mojej zasługi”. Szkoda, że Pan Franciszek Ziętkiewicz nie pracował dłużej w tej szkole. Zapewne spod jego ręki wyszli wspaniali absolwenci i światli Polacy.

c.d.n.

Stróże 15 kwietnia 2012 roku

 

 II część historii szkoły

 Stróże 5 marca 2018 roku

 III część historii szkoły

 Stróże 12 października 2018 roku

 IV część historii szkoły

 Stróże 19 maja 2019 roku


Nasza Szkoła


Stawiamy na rozwój!


Projekty i przedsi..


Obszary działania


Przedszkole


Pracownicy ZSPiP


Dla rodziców


Dla uczniów


Organizacja pracy


Zakończone projekty


Dane szkoły


Powered by dzs.pl & Hosting & Serwery